
18 czerwca 2010
AKTUALNI SPONSORZY WYPRAWY AUSTRALIA 2010
Pozycja GPS Marcina
Pozycja GPS Marcina
Dziś 18 czerwca. W dniu swoich urodzin dotarłem do Port Hedland. Ciężki to czas dla mnie, bo spędzony samotnie, z dala od żony i rodziny, która jest dla mnie bardzo ważna. To trudne chwile, trudne doświadczenie dla człowieka w drodze, bo z jednej strony jest się myślami tam, a z drugiej tu i walczy z demonami własnych wyobrażeń.
Droga do Port Hedland to 590 km przeprawy wzdłuż Wielkiej Pustyni Piaszczystej. Szczególnie gorąco było kolo Sandfire. Tam powietrze wręcz stało, asfalt jakby parował na drodze. Codzienność to kilka rozjechanych kangurów, czasem wąż i inna zwierzyna jako ofiary rozpędzonych ciężarówek. Rozmawiałem 2 dni temu z tutejszymi drogowcami, którzy stawiają znaki ostrzegawcze i informujące o zagrożeniach na drodze. Przestrzegali mnie szczególnie przed wężami, bo w razie takiego spotkania telefon satelitarny na nic się zda. Takiego pechowca zabiera się do Perth helikopterem aby podać surowicę. Albo się zdąży albo nie. Węże są jak ciemna noc- mówią- trzeba palić ognisko, to ich trochę odstrasza.
Port Hedland, to może nie najładniejsze miasto, ale za to pięknie położone, bo nad szerokimi plażami Oceanu Indyjskiego. Jest to jeden z największych portów przeładunkowych rudy żelaza na świecie. Klimat jest tu ekstremalny, dlatego co kilka lat ten region nawiedzają cyklony, które niszczą wszystko na swej drodze. Czerwony pył rudy żelaza zwiewany z hałd i jadących pociągów wgryza się wszędzie gdzie się da. To tutaj jest najdłuższy pociąg na świecie- 8 lokomotyw, 7353 długości i tylko jeden maszynista. Trasę z kopalni rudy żelaza w Newman do Port Hedland pokonuje w 10 godzin.
Dla mnie trasa z Port Hedland do Newman to ostatnia część I rowerowego etapu. Pozostało jeszcze 460 km. Planuję dotrzeć tam około 23 czerwca. Pozostanę kilka dni, aby dopracować szczegóły i znaleźć najlepsze rozwiązanie na pokonanie kolejnego etapu - Pustyni Gibsona. Mam dużo pokory w sobie przed nadchodzącym wyzwaniem, czasem jest to strach przed brakiem wody, czasem takie normalne obawy przed nieznanym. Z dużym respektem patrzyłem na Pustynię Piaszczystą, bo jak mówią miejscowi Aborygeni - "tam na pustyni mieszka tylko diabeł"...
W Port Hedland trochę chłodniej, to wpływ oceanu. Ten powiew jest zbawienny, odświeża ciało i umysł. Dla mnie w tej wyprawie tak jak wcześniej istnieje świt i zmierzch. O 5 wieczorem juz zaczyna się ściemniać, a o 5.40 jest już noc czarna jak smoła. Taka monotonia.
Cały czas napieram, mało robię zdjęć filmowych, bo patrzę tylko na licznik. Jestem ogarnięty szaleństwem pedałowania i pokonywania kolejnych kilometrów. Wszystko byle szybciej i bliżej do celu.
Dzisiaj, ponieważ są moje urodziny, trochę odpocznę, ale jutro znowu w drogę. A droga tutaj ciągnie sie jak wąż, jak prosta strzała aż po horyzont.
Myślę też o tym, że bez mojej przyczepki, trasa przez Australię byłaby niemożliwa. Wiozę zawsze w niej dwa worki po 10 litrów wody i żywność w sakwach, sprzęt naprawczy i inne niezbędne rzeczy. Przy takich odległościach, jakie tu są, pokonanie 300km bez wody w upale to śmierć. Dlatego Pustynia Gibsona brr.... aż strach pomyśleć.
Ciężko mi jest tak samemu. Taka wyprawa dużo człowiekowi uświadamia, co jest naprawdę ważne w życiu, zwłaszcza, kiedy gdzieś tam jest mały człowieczek. To już inny etap wędrowania.....
Droga do Port Hedland to 590 km przeprawy wzdłuż Wielkiej Pustyni Piaszczystej. Szczególnie gorąco było kolo Sandfire. Tam powietrze wręcz stało, asfalt jakby parował na drodze. Codzienność to kilka rozjechanych kangurów, czasem wąż i inna zwierzyna jako ofiary rozpędzonych ciężarówek. Rozmawiałem 2 dni temu z tutejszymi drogowcami, którzy stawiają znaki ostrzegawcze i informujące o zagrożeniach na drodze. Przestrzegali mnie szczególnie przed wężami, bo w razie takiego spotkania telefon satelitarny na nic się zda. Takiego pechowca zabiera się do Perth helikopterem aby podać surowicę. Albo się zdąży albo nie. Węże są jak ciemna noc- mówią- trzeba palić ognisko, to ich trochę odstrasza.
Port Hedland, to może nie najładniejsze miasto, ale za to pięknie położone, bo nad szerokimi plażami Oceanu Indyjskiego. Jest to jeden z największych portów przeładunkowych rudy żelaza na świecie. Klimat jest tu ekstremalny, dlatego co kilka lat ten region nawiedzają cyklony, które niszczą wszystko na swej drodze. Czerwony pył rudy żelaza zwiewany z hałd i jadących pociągów wgryza się wszędzie gdzie się da. To tutaj jest najdłuższy pociąg na świecie- 8 lokomotyw, 7353 długości i tylko jeden maszynista. Trasę z kopalni rudy żelaza w Newman do Port Hedland pokonuje w 10 godzin.
Dla mnie trasa z Port Hedland do Newman to ostatnia część I rowerowego etapu. Pozostało jeszcze 460 km. Planuję dotrzeć tam około 23 czerwca. Pozostanę kilka dni, aby dopracować szczegóły i znaleźć najlepsze rozwiązanie na pokonanie kolejnego etapu - Pustyni Gibsona. Mam dużo pokory w sobie przed nadchodzącym wyzwaniem, czasem jest to strach przed brakiem wody, czasem takie normalne obawy przed nieznanym. Z dużym respektem patrzyłem na Pustynię Piaszczystą, bo jak mówią miejscowi Aborygeni - "tam na pustyni mieszka tylko diabeł"...
W Port Hedland trochę chłodniej, to wpływ oceanu. Ten powiew jest zbawienny, odświeża ciało i umysł. Dla mnie w tej wyprawie tak jak wcześniej istnieje świt i zmierzch. O 5 wieczorem juz zaczyna się ściemniać, a o 5.40 jest już noc czarna jak smoła. Taka monotonia.
Cały czas napieram, mało robię zdjęć filmowych, bo patrzę tylko na licznik. Jestem ogarnięty szaleństwem pedałowania i pokonywania kolejnych kilometrów. Wszystko byle szybciej i bliżej do celu.
Dzisiaj, ponieważ są moje urodziny, trochę odpocznę, ale jutro znowu w drogę. A droga tutaj ciągnie sie jak wąż, jak prosta strzała aż po horyzont.
Myślę też o tym, że bez mojej przyczepki, trasa przez Australię byłaby niemożliwa. Wiozę zawsze w niej dwa worki po 10 litrów wody i żywność w sakwach, sprzęt naprawczy i inne niezbędne rzeczy. Przy takich odległościach, jakie tu są, pokonanie 300km bez wody w upale to śmierć. Dlatego Pustynia Gibsona brr.... aż strach pomyśleć.
Ciężko mi jest tak samemu. Taka wyprawa dużo człowiekowi uświadamia, co jest naprawdę ważne w życiu, zwłaszcza, kiedy gdzieś tam jest mały człowieczek. To już inny etap wędrowania.....
|
|
|
|
|
|
|
|
|
TRÓJBÓJ - tak będzie się nazwała dalsza część wyprawy
"POKONAĆ PÓŁNOC" Powiązania kajaku z pieszą wędrówką i zimową przeprawa na nartach. TRÓBÓJ to przedsięwzięcie życia. Sprawdzian moich wszystkich nabytych umijętności globtroterskich podczas 10-letniego wojażowania. To wyprawa ŻYCIA! |
|
ZACZYNA SIĘ T R Ó J B Ó J !- wielka, trzyetapowa ekspedycja Marcina Gienieczko!
,,Odważnym szczęście sprzyja śmiałych los wspomaga” kpt. Zdzisław Uherek Wyższa Szkoła Morska, serdeczny sponsor wszystkich wodnych ekspedycji Marcina Gienieczko |
|
|
|
|
|
|
|
|
Wszelkie prawa zastrzeżone Sprint 2007
Odwiedzin: 270325

