
27 lipiec 2010
AKTUALNI SPONSORZY WYPRAWY AUSTRALIA 2010
Pozycja GPS Marcina
Pozycja GPS Marcina
Kolejnym moim przystankiem jest Coober Pedy- miejscowość znana z wydobycia najcenniejszych, a tym samym najdroższych opali. Dziennie pokonuję ok 130-140 km (przeważnie pod wiatr)i wiem, że więcej raczej nie dam rady. Liczę, że do Adelaide dotrę 2 sierpnia. Czeka na mnie tamtejsza Polonia. Ludzie spotkani kiedyś przypadkowo w marinie w
Gdyni (choć podobno nie ma przypadków) zaoferowali mi nocleg. Zatrzymam się u nich 2-3 dni. Jest wietrznie a w nocy zimno, śpię w polarze.
Coober Pedy to miasteczko pod ziemią, bardzo wyjątkowe, stanowiące miłą odmianę w ostatniej monotonii. Na pierwszy rzut oka niczym się nie różni od reszty miast i miasteczek, ale jak już znajdziemy się w nim, okazuje się, że wiele atrakcji znajduje się pod ziemią. Ludzie tu tak żyją - kościoły, hotele, sklepy, domy - wszystko jest pod ziemią. Latem temperatura dochodzi tu do 50 stopni, do tego kurz i pył z kopalni, w takich warunkach trudno normalnie żyć. A żyje tu ok. 45 różnych narodowości. Są Włosi, Jugosłowianie, Grecy. Coober Pedy jest jedną z najbardziej zróżnicowanych etnicznie społeczności w Australii.
Monotonia w podróży, duże przestrzenie, podobne krajobrazy, droga zlewająca się z niebem-oto mój chleb powszedni. Jestem juz trochę zmęczony. Generalnie każdy dzień przypomina dzień poprzedni. Wstaję o 6.30, a o 7.30
jestem na rowerze i pedałuję 10 godzin z 15 minutową przerwa około południa. Słucham mp3 philipsa, dużo polskiej muzyki - najczęściej Grzegorza Tyszkiewicza - wokalisty szantowego. Czasami głośno śpiewam, ale staram się to robić w terenach niezamieszkałych, żeby nie wystraszyć mieszkańców :)
I tak przemierzam tę Australię. Firma Nautiqus z Gdyni transportuje moją łódkę, która planowo powinna dotrzeć 19 sierpnia do Sydney.
Więcej o moich zmaganiach można przeczytać w miesięczniku "Prestiż".
Pozdrawiam serdecznie
Marcin
Gdyni (choć podobno nie ma przypadków) zaoferowali mi nocleg. Zatrzymam się u nich 2-3 dni. Jest wietrznie a w nocy zimno, śpię w polarze.
Coober Pedy to miasteczko pod ziemią, bardzo wyjątkowe, stanowiące miłą odmianę w ostatniej monotonii. Na pierwszy rzut oka niczym się nie różni od reszty miast i miasteczek, ale jak już znajdziemy się w nim, okazuje się, że wiele atrakcji znajduje się pod ziemią. Ludzie tu tak żyją - kościoły, hotele, sklepy, domy - wszystko jest pod ziemią. Latem temperatura dochodzi tu do 50 stopni, do tego kurz i pył z kopalni, w takich warunkach trudno normalnie żyć. A żyje tu ok. 45 różnych narodowości. Są Włosi, Jugosłowianie, Grecy. Coober Pedy jest jedną z najbardziej zróżnicowanych etnicznie społeczności w Australii.
Monotonia w podróży, duże przestrzenie, podobne krajobrazy, droga zlewająca się z niebem-oto mój chleb powszedni. Jestem juz trochę zmęczony. Generalnie każdy dzień przypomina dzień poprzedni. Wstaję o 6.30, a o 7.30
jestem na rowerze i pedałuję 10 godzin z 15 minutową przerwa około południa. Słucham mp3 philipsa, dużo polskiej muzyki - najczęściej Grzegorza Tyszkiewicza - wokalisty szantowego. Czasami głośno śpiewam, ale staram się to robić w terenach niezamieszkałych, żeby nie wystraszyć mieszkańców :)
I tak przemierzam tę Australię. Firma Nautiqus z Gdyni transportuje moją łódkę, która planowo powinna dotrzeć 19 sierpnia do Sydney.
Więcej o moich zmaganiach można przeczytać w miesięczniku "Prestiż".
Pozdrawiam serdecznie
Marcin

Wszelkie prawa zastrzeżone Sprint 2007
Odwiedzin: 129683







